kwietnia 10, 2020
Recenzje koreańskich kosmetyków od początku. Cz.2 - przegląd roku 2018
W 👉poprzednim poście przypomniałam sobie parę fajnych perełek, które z chęcią powitałabym u siebie ponownie, tak jak pomidorka z Tony Moly, czy genialną maskę z Neogenu.
W tym poście pojawi się tylko rok 2018, bo od początku owego roku w mojej łazience pojawiło się znacznie więcej kosmetyków z Dalekiego Wschodu, zaczęłam też pisać więcej recenzji i w rezultacie spis był dłuższy niż początkowo zakładałam.
Co tym razem pojawi się w spisie treści?
Co tym razem pojawi się w spisie treści?
Zaczynamy!
(przypominam, że pod każdą nazwą jest link. Wystarczy kliknąć i przenosi was na stronę recenzji)
(przypominam, że pod każdą nazwą jest link. Wystarczy kliknąć i przenosi was na stronę recenzji)
👉SKINFOOD - Black Sugar Mask. Kosmetyk łączący w sobie funkcję maski nawilżającej, ale też i delikatnie działającego, ale świetnie oczyszczającego peelingu cukrowego, który ma genialny, karmelowy zapach. Uwielbiam ten kosmetyk i już parę razy u mnie gościł. I chcę go jeszcze.
👉INNISFREE Greeen Barley Gommage Mask. To była pierwsza styczność z peelingami typu gommage, które u nas dopiero zaczynają zdobywać rynek. A ja już o nich mówiłam dwa lata temu... Zabawne jest to, że Huda Beauty wypuściła taki pod swoim nazwiskiem i od razu internet oszalał, "bo to genialny kosmetyk jest". Już widzę ten uśmiech Koreanek, prawdopodobnie taki sam, jak mój, gdy widzę zachwyty nad Hudą...
👉ANDLAB Xylitol Mild Sun Cushion. Kosmetyk z filtrem słonecznym w cushionie, który dostałam do testów. pięknie wyrównuje koloryt skóry i ją chłodzi, do tego ma lekki przyjemny zapach. Specjalnie zostawiłam sobie opakowanie, by dokupić refill.
👉DHC New Mild Cleansing Oil. Świetny olejek do demakijażu z Japonii, pachnący lekko lawendą. Cudownie oczyszcza i koi skórę. Mam już w koszyku jego podstawową wersję. DHC to jedne z najlepszych olejów czyszczących, jakie miałam.
👉WELCOS KWAILNARA Spring Leaves of Green Tea Deep Cleansing Oil. Na ten olejek czaiłam się bardzo długo, pamiętam, że był dostępny tylko na koreadepart.com, gdzie przesyłka kosztowała jego trzykrotną cenę. W końcu przywiozła mi go znajoma Koreanka. Bardzo dobry olejek, chociaż ja miałam z nim mały kłopot, bo okazało się, że jest na parafinie. Jedną butelkę oddalam znajomej, drugą dostała chyba Natasza z bloga 👉n. o kosmetykach i z tego, co wiem, obu świetnie się sprawdził.
👉MIZON Apple Smoothie Peeling Gel. Kolejny peeling gommage na blogu, tym razem o zapachu jabłka. Całkiem sympatyczny.
👉ZYMOGEN Ultra Facial Oil Free Aqua Cream. Od tego kremu tak naprawdę rozpoczęła się moja miłość do kremów żelowych, idealnych na dzień i upalne lato. Przeszłam przez parę słoiczków i z chęcią wrócę, choć mam też na oku nowe żele-kremy.
👉PETITFEE Gold &Snail Hydrogel Eye Patch. Za to właśnie lubię boxy subskrypcyjne, że można znaleźć w nich coś, czego samej pewnie bym nie kupiła. Zanim dostałam te płatki, nie widziałam sensu w ich używaniu. Za to jak już zaczęłam....Świetny kosmetyk, do którego wrócę z ogromną chęcią i radością.
👉KIKU MASAMUNE Skin Care Essence. Esencja z Japonii na bazie sfermentowanego ryżu. Bardzo dobry kosmetyk z którym nawet się lubiłam. Ale chyba do niej nie wrócę. Pamiętam, że była mocno wydajna, a ja lubię co jakiś czas zmieniać kosmetyki pielęgnacyjne.
👉PYUNKANG YUL Essence Toner. To kosmetyk, który każda k-beauty maniaczka powinna mieć przynajmniej raz w życiu. Świetny skład, praktycznie bezzapachowy i bardzo dobrze nawilża. U mnie pojawił się więcej niż raz. I kolejny kosmetyk, którego bym nie kupiła - gdyby nie BomiBox.
👉INNISFREE Apple Seed Lip & Eye Makeup Remover. Bardzo lubię koreańskie płyny do demakijażu, choć japońskiego z Isehan, żaden jeszcze nie przebił. Ale mimo wszystko bardzo dobre, bez problemu zmywają każdy makijaż. Ten dodatkowo jest z mojej ulubionej firmy i pachnie jabłkami.
👉SKIN & LAB Red serum. Bardzo sympatyczne serum rozjaśniające, którego chyba trochę nie doceniłam. Warto się mu przyjrzeć.
👉SANA NAMERAKA HONPO Wrinkle Lotion. Lotion z którym miałam trochę problemów. Z biegiem czasu myślę, że moja skóra w ogóle kremów w tym typie nie lubi, bo i z Bentonem się nie dogadała. Sądzę, że znacznie lepiej sprawdzi się w przypadku cer suchych.
👉SKINFOOD Watery Berry Gel Cream. Dostałam go chyba od Ingi z bloga 👉Black Liner, chociaż ręki uciąć sobie nie dam.... Ładnie pachnący i całkiem przyjemny kremik w formie, którą bardzo lubię. Fajny...ale Zymogenu nie pobił.
👉PURITO Centella Green Level Eye Cream. Ach Purito...Świetne składy, dobre działanie i naprawdę niezły krem pod oczy. Warto o nim pomyśleć.
👉HYARUCERIN Moisture Salve Me Cream. Krem, którego nie rozumiałam i nie rozumiem. Gęsty, podobno bardzo nawilżający do cer suchych i wrażliwych. Ale albo mnie coś w nim uczulało, albo chyba nie spełniał oczekiwań, bo po jego użyciu skórę mi trochę wysuszyło.
👉INNISFREE Soybean Energy Skin. Kurka, jak ja lubiłam ten toner. Miał fajną konsystencję, zapach obłędnie świeży i ziołowy i do tego nieźle działał. No i to Innisfree w końcu.
👉 FARM STAY Collagen Water Full Hydrogel Eye Patch. zachwycona poprzednimi płatkami, tym razem wybrałam sobie sama firmę. To nie był najszczęśliwszy z wyborów.
I to była ostatnia recenzja kosmetyku azjatyckiego w 2018 roku.
Jestem ciekawa, czy tego typu wpisy są dla Was pomocne? Może tak jak ja, znaleźliście kosmetyk, o którym myśleliście, ale nie znaliście recenzji? Albo przypomnieliście sobie, że w sumie to mieliście taki kupić? Dajcie znać w komentarzach.





















