lutego 16, 2020
Projekt denko - styczeń '20. Hity, średniaki i buble.
Dziś dość krótkie denko poprzedniego miesiąca, z małymi recenzjami. Styczeń jakoś nie obfitował w duże zużycia, ale może to dlatego, że zwykle jak kończą mi się produkty do pielęgnacji i makijażu, to prawie wszystkie robią to równocześnie.
I jak zwykle:
😻 - bardzo dobry produkt, polecam i z chęcią do niego wrócę.
😿 - nie polubiliśmy się. Nie polecam.
😼 - nie jest zły, ale mogłoby być lepiej.WŁOSY:
1. GARNIER FRUCTIS Banana Hair Food.
1. GARNIER FRUCTIS Banana Hair Food.
Nic nowego. Maska towarzyszy mi od kiedy wyszła na rynek, kolejne opakowanie mam już w łazience. Na razie nie ma żadnej innej, która tak bardzo spełniała by moje oczekiwania. Wspominam o niej chyba w każdym denku, więc nie ma co się powtarzać. 😻
2. MARION Olejki orientalne - Jojoba i słonecznik.
Tanie i całkiem niezłe kosmetyki do zabezpieczania końcówek włosów. W zasadzie ciężko jest je spotkać, a szkoda. Wiem, że często miewają je drogerie Natura i chyba Jasmin. Kosmetyk jest na bazie silikonów, ale zawiera też w sobie wspomniane wyżej olejki. Ładnie pachnie, lekko nabłyszcza i chroni włosy. Jak za pięć złotych - cudów nie oczekuję, ale na podstawy jest niezły. 😼
CIAŁO:
3. YOPE - Naturalne mydło w płynie - Figowe.
O firmie też juz było parę razy na blogu, kiedyś też popełniłam 👉wpis o sklepie stacjonarnym (polecam się tam wybrać). Kosmetyki Yope lubię za składy, działanie i zapachy. To mydło również polecam. 😻
TWARZ:
4. PYUNKANG YUL - Essence Toner.
O tonerze na blogu był cały wpis recenzujący, więc jeśli chcecie się o nim dowiedzieć czegoś więcej, zapraszam pod 👉ten link. Natomiast teraz mogę powiedzieć, że bardzo go lubię, co potwierdza fakt, że gości u mnie już po raz kolejny. 😻
5. A'PIEU - Icing Sweet Bar Sheet Mask (Pineapple).
O maskach w płachcie rzadko piszę, bo też rzadko trafiam na coś fajnego (poza moim ulubionym Welcosem). Ale o tej warto. Dostałam ją jako gratis przy zakupach z Yesstyle (kod promocyjny pod 👉tym linkiem). Maska ma wygodną, dość cienką płachtę, świetnie nasączoną esencją. teoretycznie powinna pachnieć ananasem, dla mnie jest to obłędny zapach piñacolady. Do tego świetnie nawilża i rozjaśnia skórę. Z chęcią zamówię ją jeszcze raz. 😍
6. KANEBO Kate. Eye Make Up Remover
Bardzo lubię płyny do demakijażu z Japonii i Korei Płd. Mimo, że są dwufazowe, absolutnie nie pozostawiają tłustej powłoki, nie tworzą wrażenia zamgławienia oka i nie spotkałam się jeszcze z z takim, który powodowałby szczypanie, a z drogeryjnymi, naszymi bywało pod tym względem różnie.
Plus cenowo są w podobnej cenie co np. Nivea.
Ten nie wypada gorzej od reszty azjatyckich removerów, zmywa bezproblemowo każdy makijaż oka i z chęcią do niego wrócę. 😍
MAKIJAŻ:
7. MAYBELLINE - Instant Anti Age Eraser Concealer (01 Light).
Jak na kolor Light, jest dość ciemny. Dla osób uzywającym na co dzień podkładów typu Light Vanilla, Vanilla, Porcelain czy Buff absolutnie nie polecam. Korektor sam w sobie jest całkiem dobrze kryjący, w miarę nawilża okolice oka, jednak kolor sprawia, że nie jestem w stanie używać go inaczej, jak tylko jako bazę pod cienie - i tu się też całkiem nieźle sprawdził. Nie jest zły, ale kolor całkowicie go wyklucza z chęci ponownego zakupu. 😼
8. L'OREAL PARIS - Volume Milion Lashes Mascara
Co prawda jeszcze się nie skończyła, ale chyba minął jej termin, bo zaczęła się kruszyć. Mimo to, używałam jej bardzo długo. Dobrze rozdzielała rzęsy, ładnie je wydłuża i nieco pogrubia, świetnie zaczernia. Nie osypywała się i nie wykruszała - aż do teraz (a mam ją pół roku, więc ma prawo). Wygodna, dość gruba silikonowa szczoteczka mocno ułatwia aplikację. Ogólnie bardzo przypadła mi do gustu.😻
9. EVELINE - Celebrities Eyeliner (Black).
Nie pierwszy raz u mnie gości i jestem z niego bardzo zadowolona. Jest czarny, wysycha do matu, w ciągu dnia się nie wykrusza i ogromnym plusem jest dość precyzyjny pędzelek - nie filcowa końcówka. W tej cenie raczej nie ma konkurencji. 😻
10. MAYBELLINE - Brow Precise (Soft Brown)
Kredka do brwi o ładnym, jasnobrązowym kolorze i ze spiralką wyczesującą z drugiej strony.
Bubel jakich mało, jeśli o kredki do brwi chodzi, w cenie powyżej dwudziestu złotych. Jest bardzo woskowa i bardzo miękka, przez co skleja włoski w brwiach i tragicznie się nakłada na skórę, jeśli potrzeba te brwi zagęścić lub skorygować kształt. W ciągu dnia ze skóry całkowicie zanika i nie pomaga wcześniejsze pudrowanie, utrwalanie, nic. Szczoteczka jest dość twarda, więc wydrapuje kredkę prawie w całości. Uważam, że nie ma lepszych spiralek niż japońskie i koreańskie, nasze mają jeszcze przed sobą długą drogę. I ta wcale nie jest wyjątkiem. Za to jest chyba jednym z nielicznych kosmetyków kolorowych, którego nie jestem w stanie zużyć nawet w połowie i z chęcią wrzucam ją właśnie do kosza. Tak sobie myślę, że miękkością bardziej by pasowała na lipliner....Absolutnie nie polecam. 😿
To tyle, jeśli chodzi o moje styczniowe zużycia.
Mieliście coś z tych kosmetyków? Dajcie znać w komentarzach!