kwietnia 08, 2020
Czyściec dla palet z cieniami.
Ostatnio jakoś króluje u mnie powrót do przeszłości na blogu.
Wcześniej się nad tym jakoś szczególnie nie zastanawiałam, ale teraz z ciekawości przeczytałam sobie pierwsze wpisy, które bardziej skłaniały się ku kosmetyce kolorowej. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że tak wsiąknę w koreańską pielęgnację, to miało być tylko chwilowe. No a potem blog zmienił kierunek.
Korzystając też z chwili wolnego zrobiłam mały przesiew w paletach u mnie w szufladzie, bo podczas wpisu o naszych kosmetyczkach codziennych (👉link) zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę wcale z nich nie korzystam i nie tęsknie za nimi, więc chyba czas się ich pozbyć, by nie zawalały mi miejsca. Przy okazji zrobiłam sobie mały rachunek sumienia odnośnie moich makijażowych nauk i informacji.
| MAKEUP REVOLUTION. Chocolate Vice i Mint Chocolate |
Pamiętam moment, kiedy ekscytowałam się każdą czekoladką MUR. Na Too Faced Chocolade Bar jeszcze nie było mnie stać (teraz po prostu straciłam zainteresowanie), ale strasznie podobały mi się kolory. A, że czekoladki zostały okrzyknięte zamiennikiem, to bardzo chciałam je mieć. Zwłaszcza, że kiedy zaczynałam przygodę z blogiem - były niedostępne jeszcze stacjonarnie, jedyną drogą ich nabycia były drogerie online jak Cocolita czy Kosmetyki z Ameryki. No to nabywałam je sobie sukcesywnie, zresztą, gdzieś w odmętach bloga jest recenzja czekoladki fioletowej i zielonej.
I tak sobie ich używając, pamiętam, że jak oglądałam filmy czołowych polskich Youtuberek urodowych (Maxineczka, Ada Grotkowska czy La Makeup E Bella) zastanawiałam się, czemu dziewczyny oceniają je na średnio lub średnio z plusem. Przecież te palety są genialne! Dobrze się blendują, trzymają i są kolory....
Malowałam sobie nimi oczka dłuższy czas, doskonaliłam techniki blendowania, a potem wydałam nieco więcej pieniążka, kupując najpierw paletę TOO FACED Then and Now i później paletę AFFECTU oraz niedawną współpracę DiM i GLAMSHOP.
I już wiem, czemu dziewczyny dały MUR średnie oceny.
Po pierwsze: nie zawsze dobrze się blendują. Po drugie: kolory wcale nie są takie ładne na powiekach jak w palecie. Po trzecie: to, że potrafią się zebrać w załamaniu to wcale nie musi być wina mojej skóry.
Lata mijają, a ja ulegając wcześniej modzie na kolorowe i mocniejsze makijaże, teraz zaczęłam stawiać na delikatniejsze, bardziej stonowane kolory. W moich makijażach zaczęły królować nudziaki, róże, brzoskwinie. Złapałam się na tym, że wcale nie muszę mieć zielonej powieki, albo mocno podkreślonych oczu. Do niektórych palet nie zaglądam od miesięcy. Dlatego lecą w świat (do moich sióstr).
Co wydaję? Na pierwszy ogień poszła czekoladka Vice. Ze wszystkich, które posiadam ma chyba najbardziej zrównoważoną pigmentację. Kolory? Beż, brąz, złoto i czerwień. Ciemniejsze złoto nakładało się świetnie, jaśniejsze to już była porażka.
Mint Chocolate - strasznie mi się spodobała ze względu na niedosyt zieleni w paletach w tym czasie, no i świetne barwy do makijaży jesiennych. A potem się okazało, że malowanie się nią to trochę męczarnia. Żółty jest wyblakły, zieleń się wytrącała, czerwienie i beże były najmocniejszym punktem.
Kolejne, które wywędrowały to czekoladka Violet i paleta Mermaids Forever. Tak jak Violet początkowo mi się podobała, tak po pewnym czasie uznałam, że kolorystyka jest totalnie nie moja. Tu akurat raczej nie miałam zastrzeżeń do pigmentacji. Za to Mermaids Forever...Cienie suche, sypiące się i nijak nie wytrzymywały cały dzień. Szkoda wydatku. Do tego sama właściwie nie wiem po co ją kupiłam, bo paleta jest chłodna i ma sporo niebieskości, a ja tego koloru jakoś wyjątkowo nie darzę uczuciem.
Kolejną paletą, która ode mnie wybywa to URBAN DECAY Distortion. Jej zakup był efektem poświątecznych wyprzedaży w Sephorze, paletę złapałam za połowę ceny. Ładne opakowanie, solidna grubość, wizualnie fajne cienie, w większości błyszczące....I znów po dłuższym czasie stwierdziłam, ze nie moje kolory. Do tego zawsze miałam wrażenie, że makijaże utrzymywały się krócej niż powinny, przynajmniej ciemne kolory. Oddałam ją bez żalu.
I ostatnia I💗MAKEUP You're Gorgeous. Paleta, z której wydawałoby się, że będę korzystać, bo jest nudziakowa, ale dla mnie po prostu jest...nudna. Znacznie częściej korzystam z New - Trals vs Neutrals MUR, która ma podobne zestawienie kolorystyczne, a nie ma tak naćkanej ilości cieni, różnią się też jakościowo. You're Gorgeous jest po prostu...średnia. Jak całej reszcie tak i tu mogę zarzucić dość płaskie kolory, nierówny blend i średnie utrzymywanie się w ciągu dnia.
Wobec tego postanowiłam, ze wszystkie te palety mnie opuszczają. Tym samym robię przesiew moich kolorowych kosmetyków. Doszłam do wniosku, ze nie ma sensu trzymać czegoś, do czego i tak nie zaglądam... I jest mi z tym niesamowicie dobrze. Taki trochę czyściec makijażowy.
I teraz...Nie zrozumcie mnie źle, ja bardzo lubię MUR, w końcu to od nich zaczęła się moja historia makijażowa. Zresztą nadal zostawiam sobie czekoladkę brzoskwiniową, paletę New - Trals, którą bardzo lubię i One Milion. Ale reszta jest już zdecydowanie nie dla mnie 😉
I teraz...Nie zrozumcie mnie źle, ja bardzo lubię MUR, w końcu to od nich zaczęła się moja historia makijażowa. Zresztą nadal zostawiam sobie czekoladkę brzoskwiniową, paletę New - Trals, którą bardzo lubię i One Milion. Ale reszta jest już zdecydowanie nie dla mnie 😉
A jak to jest u Was? Macie jakieś palety w zbiorach, których nie używacie przez dłuższy czas? Czy już się ich pozbyliście? Dajcie znać.😊