października 04, 2016
Wrześniowy ShinyBox - kosmetyki z subskrypcji.
To kolejne pudełko subskrypcyjne ShinyBox, z którym mam okazję się zapoznać. O pierwszym pisałam w tym poście.
Co więc tym razem wydobyłam z pudełka?
1. CALYPSO Gąbka peelingująca.
Ja w zasadzie bardzo lubię gąbki nieco bardziej szorstkie niż zwykle, nie znoszę gąbek delikatnych. Zwykle używam ich do dokładnego oczyszczania skóry, graniczącego z peelingowaniem, więc tej gąbki byłam naprawdę bardzo ciekawa. I stwierdzam, że chyba w życiu nie miałam fajniejszej gąbeczki!! Akurat ja jej używam przy wieczornym oczyszczaniu cery z demakijażu, nie do ciała, jak ma przeznaczone, ale w tej roli sprawdza się znakomicie. Dzięki temu mogę spokojnie pominąć mój peeling enzymatyczny, jeśli nie mam za bardzo na niego czasu, albo nastroju, a ta gąbeczka tak dogłębnie oczyszcza, że nie ma większej różnicy. Jeśli ją gdzieś widzicie - kupujcie i nie wahajcie się :)
2. AURIGA Flavo - C.
Popularne serum z witaminą C tym razem w wersji miniaturowej. Niestety taka ilość jest zbyt mała, by ostatecznie zobaczyć jakieś efekty, mogłam jednak sprawdzić zapach i konsystencję. Pełnowymiarowe serum nie należy do najtańszych, ale zapewne duży wpływ na cenę ma 15% stężenie witaminy C. To oznacza jeden z lepszych składów jeśli chodzi o kosmetyk rozjaśniający i przeciwzmarszczkowy.
Jak już pisałam - to zbyt małą ilość by ocenić działanie, ale wystarczająca, by wiedzieć, że niestety nie sięgnę po nie. Konsystencja jest bardzo przyjemna i dość szybko się wchłania. Ale zapach absolutnie dyskwalifikuje ten kosmetyk u mnie. Jestem wrażliwcem zapachowym i lubię ładne aromaty. Tu jest typowy zapach kosmetyku z witaminą C - lekko ostry, laboratoryjny. Niestety u mnie nie przejdzie.
3. CARMINE ROSE β - Hypo Cream. SPF 30.
Kolejny miniprodukt o pojemności 30 ml. Według opisu jest to krem ochronny przeznaczony głównie dla cer delikatnych i wrażliwych oraz ze skłonnością do alergii. Krem zawiera wysoki SPF, co według mnie klasyfikuje go jako krem przeciwsłoneczny. Nie zawiera barwników ani składników zapachowych. Jest bardzo gęsty i potrafi bielić, nałożony w zbyt dużych ilościach. Pod makijażem mi się rolował, do tego miałam wrażenie, że zapchał mi skórę. Miał redukować zaczerwienienia i wyrównywać koloryt skóry. Coś tam robi, ale wygląda to bardziej jak biały, mineralny krem przeciwsłoneczny. No i ten zapach róży....Z reguły lubię, ale ten jest wybitnie "babciny". na pewno nie kupię pełnowymiarówki.
4. SCHWARZKOPF Essence ultime caviar shampoo.
Mam mocno mieszane uczucia.
Co obiecuje producent? "Szampon odbudowuje komórki włosa i przywraca 5 zalet młodych włosów: siłę, elastyczność, sprężystość, giętkość i zdrowy połysk. Gwarantuje efekt zregenerowanych i odbudowanych włosów". Szampon zawiera w sobie m.in. ekstrakt z kawioru, keratynę czy olej migdałowy.
Opakowanie bardzo ładnie się prezentuje, szampon ma przepiękny zapach....i tyle. W jednym producent miał rację, szampon przywrócił coś z młodych włosów, ale nie była to zaleta. Mianowicie dostałam potwornego łupieżu, którego pozbyłam się naście lat temu!
Szampon myje, ale nie bardzo radzi sobie ze zmywaniem olejków, których używam do włosów. Nie zauważyłam wzmocnienia, wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że na szczotce zostaje więcej włosów , niż miało to miejsce dotychczas. Podsumowując: nie dla mnie.
5. ELFA PHARM Lemon Grass & Vanilla Shower Gel
Żel pod prysznic, który dotarł w ogromnej butli, bo ma pojemność 500 ml i jest tani, bo kosztuje 9 zł.
Nota producencka; "wspaniale oczyszcza i nawilża skórę. Jedna z piękniejszych, romantycznych kompozycji - ekstrakt z wanilii i trawy cytrynowej - daje jej delikatność i atrakcyjność. Kompleks witaminowy chroni młodość i świeżość."
Powiem tak: nie wiem, kto wymyślał opis, ale zapach romantyczny nijak dla mnie nie jest. Za to jest cudownie lekki, rześki i świeży, w sam raz na dobre, energiczne rozpoczęcie dnia, albo zmycie z siebie zmęczenia po treningu. Jest mocno cytrynowy, wanilia jest swoim echem. Pomijając to, żel świetne myje, nie pozostawia u mnie napiętej i suchej skóry, bardzo się polubiliśmy.
6. DOVE Olejek do mycia ciała z marokańskim olejkiem arganowym.
Kosmetyk - zagadka. Jako olejek myjący sprawdza się całkiem nieźle, bardzo dobrze emulguje pod wpływem wody, zabierając ze sobą cały brud. nie nadaje się do mycia twarzy i zmywania makijażu - mam wrażenie, że na to jest ciut za ciężki i szczypie w oczy. Ale też producent wcale tego nie obiecuje, więc nie mam co się czepiać.
Mając porównanie z koreańskimi olejkami myjącymi, stwierdzam, że ten jest dla mnie za gęsty i za ciężki.
Natomiast o co się przyczepię, to o zapach. Jestem mocno wyczulona na zapachy, zwłaszcza w kosmetykach myjących i pielęgnacyjnych. Lubię, kiedy coś oprócz dbania o skórę pozostawia na niej ładny aromat. Tutaj nie ma nic. A właściwie jest to dość ostry zapach naturalnego oleju arganowego, nie ten pięknie perfumowany, znany z kosmetyków.
7. STENDERS Coffee Cream Lip & Balm
Pomadka ochronna, wzbogacona masłem Shea i ekstraktem z żurawiny o zapachu kawy ze śmietanką. Och, mamuniu, cudowna rzecz!!
Moje usta bardzo często i szybko się przesuszają, przy jesieni jest to szczególnie uciążliwe. Ta pomadka je długotrwale nawilża i pozostawia mięciutkie, a przepiękny zapach jest dla każdego kawosza niesamowitym doznaniem :) Bardzo przyjemna w użyciu i co ważne, nie zawiera parafiny. niestety jej cena jest dla mnie trochę zaporowa, ale jeśli ktoś chciałby mi ją kupić na urodziny - wcale się nie obrażę.
8. CONSTANCE CARROLL Kohl eyeliner
Dobra, szczerze, nie myślałam, że ta firma jeszcze istnieje. Pamiętam ich pudry i cienie do powiek, które w latach dziewięćdziesiątych były dostępne w osiedlowych drogeryjkach, albo sklepach typu wszystko i nic, więc ta kredka była dla mnie zaskoczeniem.
I to podwójnym, boi okazała się naprawdę całkiem niezła. Bardzo sympatyczna, miękka, czarna kredka do oczu, świetnie sprawująca się w codziennym makijażu. Całkiem trwała i warto ją mieć w swojej kosmetyczce.
9. CATRICE Ultimate Nail
Bardzo rzadko maluję paznokcie, bo lakiery jakoś nie chcą się ich trzymać, dlatego ten kosmetyk średnio mnie zadowolił. Jednak już po jego użyciu musze przyznać, że zapunktował. Jest w ładnym, czerwonym kolorze, dość trwały, a szeroki, gęsty pędzelek pozwala na wygodną aplikację. Na plus.
Według producenta jest wolny od formaldehydów, toluenu i ftalanów, co dla alergików jest ważną informacją :)
Oprócz kosmetyków w pudełku znajdowało się również opakowanie nasion Chia, płyta CD z programem dietetyczno - treningowym, baton proteinowy oraz próbka fenomenalnie pachnącego żurawiną balsamu do ciała od Stenders.
Ogólnie pudełko w swoim założeniu promowało aktywy i zdrowy tryb życia, a hasłem przewodnim było "Your beauty, your body, your choice". Przyznaję, że dośc chwytliwe, zwłaszcza dla osób aktywnych, do których i ja należę.
Tak przedstawiała się zawartość wrześniowego pudełka Shiny Box. Co Was w nim zaciekawiło najbardziej?
Brak komentarzy: